»Karmiła was, wzrok czyniąc wesoły nad wami.

63

»A potem jednego dnia odszedłem trafunkiem

»Z chałupki, chcąc i wam być i sobie ratunkiem

»W nabywaniu żywności, gdyście już podrośli

»I ponno na igranie w głębszą puszczą poszli,

»Kiedy rota arabskich zbójców was zoczyła

»I Marfizę, choć prosząc, twarz łzami zmoczyła,

»Poimali; lecz Rugier chyży uciekł rączo,

»Któregom, po szkodzie mądr, pilnował gorąco.