Lecz widząc, iż dość przykrą niepogodą grozi

I śnieg z wiatrem gwałtownem do rana ją zmrozi,

63

Odmienia zamysł, nie chce odpoczynąć sobie,

Rabikanowi kładzie w bok ostrogi obie,

A mało ujechawszy, pasterza jednego

Dogoniła, co trzodę gnał do domu swego.

Pyta z pilnością dziewka zemdlona gospody;

Choćby w niej przyzwoitej nie miała wygody,

Woli w jakiejkolwiek spać pod dachem komorze,