Garść wziąwszy, uślinioną zatkał gębę jego,

Bo tak chce, aby oddech, wprzód w ustach ściśniony,

Do samego beł tylko nosa obrócony.

57

To sprawiwszy, naczynie dziwne nagotował,

W którem najsubtelniejszy zmysł Orlandów chował,

I jak najbliżej nosa przytknął dwudziurego462.

Ten tchem mocnem porwał go dziwnie w się samego

— O cudo niesłychane! — a słoik drożony

Został we mgnieniu oka razem wypróżniony.