Wrócił się rozum na zad do głowy schorzałej,
Wrócił się i rozsądek przy mądrości całej.
58
Jako więc dziecko liche, snem twardem zmorzone,
Widzi straszydła, w brzydką postać obleczone;
Idą na oczy jego ćmy blade i larwy,
Chimery ksykające, sfingi szpetnej barwy;
Dziwuje się z bojaźnią niewidomej sprawie,
Chocia go sen opuścił, choć już jest na jawie:
Tak pozbywszy szaleństwa, gdy przyszedł do siebie.