Orland, szaleństwem zjęty, porozrzucał swoje,
A tem drugiem Rodomont przez surowe boje
Zdarł gwałtem, zastąpiwszy na ciasnej mościnie,
Gdzie niewstrąconem rzeka straszna pędem płynie.
Afryka nic nie miała, król ją ze wszystkiego
Złupił, kiedy Paryża dobywał wielkiego;
Więc w szturmie blizko przeszłem łakome płomienie
Brały z wiela rynsztunków, zrząc ich, pożywienie.
59
Zbiera po trosze Orland, gdzie może, dostaje,