Tak szeroko, że szata i zad zasłoniła,

Po zbroi się zemknąwszy, konia wspaniałego,

A z przodu subtelny włos miękkiej grzywy jego.

Ale od pierwszego dnia tej swojej roboty,

Co beł znak zły, lubego śmiechu i ochoty

Żaden po niej nie postrzegł: zawsze smutna była,

Zawsze melankolia jakaś ją dręczyła.

32

Lękanie jej nad podziw przejmuje wnętrzności.

Świadoma odwag pięknych i dziwnej śmiałości,