Inszy wszyscy od morza groźnego połknieni,

Straszliwą burzą, gdy on patrzał, zwyciężeni;

On sam tylko, bo się tak Bogu podobało,

Wyszedł nienaruszony, zdrowy, czerstwy, cało.

I gdy przy onej skale pustej i odludnej

Po równinie niewielkiej chodził, ale cudnej,

Nowy strach zejmuje go, nowa bojaźń dusi,

Iż tu na tem wygnaniu umrzeć głodem musi.

51

Lecz serce niestrwożone przychodzi do siebie,