Z Brandmartem, już się więcej nie wraca do niego;

Bo ten ma dość mocy zeń541 i tak niem kieruje,

Iż się prędko Serykan upoci, zmorduje.

Tak w najrzeźwiejszem skoku do Sobryna bieży,

Co beł pieszo, jako on, w żelaznej odzieży;

Na grzmot stopy pierzchliwej góry się ozwały,

Niebo grzmi, huczą brzegi, jęczą lasy, skały.

72

Niestrzymany raz na się rzeźwy starzec czuje,

Chowa piersi pod paiż542, zasłania, ratuje;