Tak Orland utrapiony, Orland nieszczęśliwy,

Widząc, że już przyjaciel jego nie jest żywy,

Leci z okrutną szablą, namniej nie odkłada

I wprzód do Agramanta w zapędzie przypada.

8

Już ten krwią hojnie spłynął, szablę mu wydarto,

Szyszak ze wszystkich boków stłuczono, otwarto,

Tarcz miał rozpadłą w poły, zbroję zdziurawioną,

Ręce, piersi, głowę, twarz srodze posieczoną.

Naciera srogi Orland, wzrok niesie surowy