I tem czasem, gdy spuszcza bez najmniejszej zwłoki

Na łeb parszywy swą broń, na grzbiet, piersi, boki,

Krzyczy i taką radę Rynaldowi daje,

Aby w dalsze uchodził za gęsty las kraje,

Przeciwko wielkiem górom; ten leci, a swego

Nie obraca w zad czoła do dziwu strasznego

Ani hamuje biegu, aż wysokie skały

Minął, choć niebezpieczny i zły przejazd miały.

54

Serdeczny zaś bohatyr, gdy w piekielną dziurę,