118
Nosi go koń po polu, namniej sił nie czuje,
Na ziemi Balizardę ostrą zostawuje.
Marfiza, co tego dnia swe serce do niego
Skłoniła, pała gniewem, boju chce krwawego.
Żal jej, iż sama jedna w pokoju została,
Drugich, nie dobywając broni, rozwadzała.
Do Mandrykarda rączo na swem koniu skoczy
I dużo1553 w łeb trafi go, właśnie między oczy.