Przez które, gdy różaną twarz urumieniła,

W jasny świt Tytonowa małżonka wchodziła,

Najśliczniejsze po plecach rozpuściwszy włosy,

Z których siała lilie na zaranne rosy.

Pragnie w nocy, aby dzień co prędzej widziała,

We dnie zaś, aby noc się gwiazdami odziała.

14

A kiedy już cztery dni do naznaczonego

Czasu miała, o którem Rugiera swojego

Widzieć tuszy, wesołą karmi się nadzieją,