Bo Bajard, strachu jeszcze nie zbywszy pierwszego,

I do piekłaby ponno z chęcią wpadł samego:

Tak mu krzywe pazury gwałtem dokuczyły

I oczy wściekłe, z których ognie wychodziły.

Zaczem, po biegu onem zbytnie spracowany,

Wraca się, swe nieszczęście łając, do fontany.

88

I tam czekać chce, ażby Bajarda dzielnego

Przywiódł Serykan według zakładu spólnego;

Ale gdy do wieczornej zorze nic nie sprawił,