Biegał przecię tak żartko na dół i do góry,

Jako strzała, lekkiemi przyprawiona pióry,

I w rzece, którą Lete zowiemy, imiona

Topił, złupiwszy wełny różne i przędziona.

11

Bo skoro na brzeg wiru przyszedł czarnawego

Szczodry starzec, podołek1997 rozpuszczał swojego

Płaszcza i w mętną wodę słowa wydrożone

Dobrowolnie upuszczał w brody nieprzebrnione.

Ginie bez liczby imion, piasek ich pożera,