Od najtęższego razu Marfiza musiała

Stłuc się gwałtownie, z konia gdy przykro zleciała;

A iż jej, jako żywo, tak się nie przydało,

Ledwie ciężkie od żalu serce nie szalało.

Jeno ziemie dopadła, zaraz w mgnieniu oka

Najostrzejszej dobywa swej szable od boka.

Krzyczy druga: »Co czynisz? Stój! Darmo szermujesz

»Więźniem mojem jesteś już, tem się nie ratujesz.

21

»Bo choć zwykłej zażywam z inszemi ludzkości,