»Iż do dzieł najsławniejszych od wieków przejrzało,

»Bat do brzegu przybiwszy pustego dziurawy,

»Port waszej matce czyni nieszczęsnej łaskawy;

»Gdzie potem urodzonych skoro oglądała,

»Radością nakarmiona, z światem się rozstała.

»A jako Bóg chciał, co strzegł żywota waszego,

»Ja trafunkiem do miejsca przyszedłem onego.

62

»I pozbierawszy z żalem lichej drewna fusty,

»Dałem jej pogrzeb, jaki kraj pozwolił pusty.