Zgrzyta grabia zębami, a potem letniego

Oliwiera w wierzch trafił szyszaka jasnego,

Trafił ogromną pięścią; ten padszy, blednieje,

Z uszu, z nosa, z gęby krew strumieniami leje.

51

I by beł hełmu nie miał najdoskonalszego,

Nie wstałby już beł, nie wstał od razu dużego2218;

Bo i tak zapomniał się ani zbytnie głosy

Otrzeźwiły go, które szły z hukiem w niebiosy.

Tem czasem Dudon, Astolf wraz obadwaj wstali