W którem najsubtelniejszy zmysł Orlandów chował,

I jak najbliżej nosa przytknął dwudziurego2220.

Ten tchem mocnem porwał go dziwnie w się samego

— O cudo niesłychane! — a słoik drożony

Został we mgnieniu oka razem wypróżniony.

Wrócił się rozum na zad do głowy schorzałej,

Wrócił się i rozsądek przy mądrości całej.

58

Jako więc dziecko liche, snem twardem zmorzone,

Widzi straszydła, w brzydką postać obleczone;