Bo póki nieprzejrzane mroki noc czyniły,

Póki mdłe ognie góry z dymów nie wybiły,

Lekce ważył ten rozruch i tak mu się zdało,

Iż wojsko jego snadnie uskramiać go miało.

8

Potem rzeczy mizerną postać obaczywszy,

A Sobrynowi swemu tylko się zwierzywszy,

Przesiadł się, troską zjęty, dziwnie skłopotany,

Gdzie skarby i Bryljador jego beł kochany.

Tak cichuchno na małej, lecz sposobnej łodzi,