Proszą, wołają wszyscy, aby opuszczony

Od swych, na zad obrócił krok swój ukwapiony.

Nie słucha ten, straszliwą twarz, oczy gniewliwe

W miasto niósł: w Maurach wnętrza topnieją lękliwe,

I z muru na trzydzieści łokci wysokiego

Wskoczył w samy pośrzodek gminu afryckiego.

26

Jakoby na słomę padł lub na miękkie pierze,

Nie stłukł się: taka chciwość w wielkiem bohaterze

Sławy serce paliła; potem rozgniewany,