Żaden po niej nie postrzegł: zawsze smutna była,

Zawsze melankolia jakaś ją dręczyła.

32

Lękanie jej nad podziw przejmuje wnętrzności.

Świadoma odwag pięknych i dziwnej śmiałości,

Brandymarta swojego często widywała,

Gdy go we stu Fortuna prawa pilnowała,

We stu potrzebach przykrych; boi się odmiany,

Strach do tego srogi ją, z trwogą pomieszany,

Co raz trapił, a z onej nowej zaś bojaźni