Miedzy szlachtą z tamecznej zgromadzoną strony,

Miedzy kupą świec, które żal nieuśmierzony

Wzbudzają, przyszedł do mar młodziana dzielnego,

Co za żywota nadeń nie miał kochańszego.

87

Przy marach Bardyn, wiekiem ciężkiem znakomity,

Łzami się, biedny, karmił, a płacz pił obfity;

Oczy dwie źrzódła własne mając, brodę, skronie

Prochem miąższo posypał; sam niewymówionie

Wzdycha, najokrutniejsze niebiosa nazywa,