Dziwnie się zafrasował Karzeł z mowy onej,
A zawoławszy sobie dziewki utrapionej,
Wprzód jej słowa Marfizy przykre oznajmuje,
Potem zaś po Amona bieżeć rozkazuje.
Bradamanta swe oczy w ziemi ma utkwione,
Jagody zarumienił wstyd, łzami zmoczone;
Stoi, jak słup, i samem milczeniem znać daje,
Że Marfiza słusznie się gniewa, słusznie łaje.
102
Niemniej i serdecznemu mowa Rynaldowi