Powinienem był udusić Karambola, ale byłem nazbyt zajęty zbieraniem własnych zębów z podłogi.
Obraz okazał się tanią reprodukcją, jednym z tych knotów, które sprzedają pod Bramą Floriańską w Krakowie. Jak znam życie, Fangory i Marczyńskie również były fałszywe. Nic dziwnego, że Sikora poleciał na durny łeb do pudła. Gdybym wiedział, utonąłby w tym pieprzonym basenie.
Zamiast forsy za autoportret Malczewskiego miałem rozbitą głowę, połamane palce i żebra. Do tego musiałem zapłacić za nowe drzwi i koronki u dentysty. Pojechali mi po jedynkach. Tak znienawidziłem artystów i ich wstrząsającą twórczość. Przygoda ze sztuką kończy się obitą mordą albo i czymś gorszym. Przejdźcie się na grób Kutavaggia, jeśli nie wierzycie.
Gdy wróciłem od dentysty z obolałą mordą i ręką w gipsie, zobaczyłem autoportret Malczewskiego w tej pieprzonej zbroi wiszący u nas w dużym pokoju. Mama zamówiła nową ramę. Zapytałem matulę, co to znaczy, a ona uśmiechnęła się złośliwie i powiedziała, że obraz zostaje u nas i żebym nie śmiał go wyrzucić.
Ten chłop z brodą i w zbroi, z tym spojrzeniem starzejącego się narcyza, miał być lekcją dla mnie. Wisi do dziś i przypomina o konsekwencjach chciwości.
Dobra kobieta
1.
Kryśka pojawia się przed szatnią restauracji Lotos odziana w skórzaną kurtkę sięgającą połowy pleców i sukienkę nałożoną na dżinsy. W głębokim dekolcie tańczy wisiorek. Przez obręcze kolczyków mógłbym przeciągnąć przedramię do łokcia. Obcasy jak krowie rogi. Zrywam się z krzesła. Owiewa mnie zapach piżmowych perfum. Całuję w rękę. Kryśka muska mój policzek tak, aby nie zostawić szminki. Uśmiech strąca puder z kurzych łapek wokół oczu.
Kryśka przytargała ze sobą wielobarwną parasolkę, chociaż nie pada. Pytam więc o to, a ona odpowiada, że ma dwie parasolki, jedną na słońce, drugą zaś na deszcz. W ten sposób tanimi środkami buduje mur pomiędzy sobą a zjawiskami atmosferycznymi. Przyglądam się chwilę i już wiem, czym są esy floresy. Parasolkę zdobi Pocałunek Klimta. Pytam się Kryśki, czy to pamiątka z czasów studenckich. Głupie dziewuchy często jarają się Klimtem, ale Kryśka chyba nie jest głupia. Mówi, że parasolkę dostała od Kutavaggia na imieniny. Jedyny prezent, jaki kiedykolwiek od niego otrzymała, dodaje bez smutku.