- Przecież już Ola nigdy tego cymbała nie ujrzy! - dodał w myśli zarazem.
- Państwo jadą jutro? O której? - pytał tymczasem właśnie młodzieniec.
Widząc, iż Ola pragnie poinformować Francuza, Roman rzekł śpiesznie.
- O, panie!... nie wiemy jeszcze!... Au plaisir - i wyciągnął rękę...
- Ach, więc już może nie będę miał szczęścia oglądać państwa? Doprawdy, jakże mi przykro! - rzekł młody Francuzik, ściskając podaną dłoń; nie odchodząc jednak, wciąż szedł obok Oli.
- Państwo w którą stronę? - zagadnął uprzejmie. - Tak mało miałem sposobności rozmawiać dziś z panem... - słodziutko ciągnął dalej, zwracając się do Dzierżymirskiego - umknął nam pan tak prędko...
Bawidamek z nad Sekwany umilkł nagle pod drwiącem spojrzeniem Romana.
- Państwo... w roku przyszłym zapewne przyjadą tu również? - jęknął jeszcze, podtrzymując rozmowę.
- A pan ?.... - słodko i uprzejmie zapytał Dzierżymirski.
- O, naturalnie, iż będę! - pośpieszył z odpowiedzią młodzieniec.