Turkot na trakcie ucichł. Szeroka taśma ukra­ińskiego szlaku, rozjaśniona na chwilę, znikła i czarność jeszcze większa zawisła nad polami, stepami i krzyżami kurhanów.

W milczeniu nocy, pełnem zagadek i szeptów tajemniczych, wszystko dokoła zapadło w sen twar­dy i cichy.

---------

- Bo ty nie wiesz, nie czujesz może i nie przy­puszczasz nawet, jak ja cię kocham, jak bardzo ubóstwiam, ty skarbie mój najdroższy, ty moje życie, me wszystko!... - szeptał gorąco Dzierżymirski, na­chyliwszy się ku Oli i tuląc ją do siebie.

- Ty zdać sobie sprawy nie potrafisz - cią­gnął dalej, zapalając się coraz bardziej do słów własnych - ile ja gotów jestem rzeczy najdroższych nawet - poświęcić dla ciebie, co dla cię zdolnym stłumić, przecierpieć!... Ja gdybym był cię nie po­siadł - podeptałbym bez namysłu wszelkie pra­wa ludzkie, jeśliby one stanąć mi śmiały wówczas oporem do zdobycia ciebie!... Ty nie wiesz... nie wiesz!...

Roman, pobladłszy, umilkł. Chmura osiadła mu na czole, skrzywienie bolesne zadrgało w ust kącikach. Pochylił na moment głowę.

Och, czemuż nie mógł, czemuż, powiedzieć jej Oli, wszystkiego?.. Na ustach mu drżało, przemocą prawie wyrywało się z nich wyznanie przeszłości, zdusił je jednak, wtłumił w siebie, z obawy, by te piękne lica ukochane nie odwróciły się odeń z po­gardą. Po chwili znów mówił:

- Tak, ty obszaru, ty głębi uczucia, które wre we mnie, które dla ciebie niejedną już tamę zerwało, nie oceniasz, nie rozumiesz...

Dzierżymirski silniej przycisnął do siebie kibić żony, a pochwyciwszy jej ręce, przywarł do nich ustami, i pocałunkami okrywać je począł.

- Ty... moja... moja! - szeptał w kółko namiętnie, coraz czulej... ciszej...