- Wszak dla ciebie porzuciłam ojca, Gowar­tów, rodzinę! Stłumiłam, zgniotłam uczucia inne!... Pośpieszyłam na twe wołanie, pobiegłam za tobą, w twe objęcia, podeptałam wszystko... wszystko!.. O!... Ja bym sobie zarówno wydrzeć ciebie nie dała - ­tyś także mój!... mój!...

I szept młodej kobiety łaszący się, palący, za­wrotny - skonał...

Zbliżone usta młodych silnie zwarły się w po­całunku. Na chwilę, minut parę, znikło im z oczu wszystko, przesłonięte mgłą jakby, z której jedna je­dyna wyłoniła się tylko - miłość.

Wokoło zaś wciąż nie było nikogo. W cieniu drzew tonął w mroku tajemniczym, cisz zadumanych peł­nym "quai Perdonnet," nadbrzeżna aleja w Vevey, wijąc się brzegiem Lemanu, u stóp rozrzuconego w górze szwajcarskiego miasta.

Nad "Lac Leman" drżał księżyc w pełni; prze­glądał się w głębokich jego toniach, z pieszczotą ślizgał swe promienie po ciemno-modrych falach...

I w blasku miesięcznego światła tchnął krajobraz cały jakimś czarem dziwnym...

A więc, poza jeziorem, hen, gdzieś, w perspe­ktywie, niewyraźnie srebrzył się mglisto Alpejski szczyt wyniosły - w tafli Lemanu, ogromnej, szklistej, niby morze, odbijały się gwiazdy, topił w nich swe wierzchołki wieniec pobliskich gór. Masy ich ka­dłubów miejscami zaciemniały jezioro, a w ciemniach tych, odbijających rażąco na obszarach wód od fali­, tych oświetlonych taśm jasnych, błąkały - się ja­kieś mary i cienie, ze śnieżnym żaglem sunęła cicho zgrabna, wysmukła barka...

Księżyc tymczasem wzbijał się coraz bar­dziej i wyżej, malał, stawał się jaśniejszym, przezro­czym - milczenie wzrastało... Fala u stóp Dzierżymirskich szemrała teraz cichutko, a tam, z mroków, od gór podnóża, na przestrzenie wód Lemanu, skrzące się pyłem srebrzystych promieni, marząco, niepokala­na, biała, spokojnie wypływała z wolna ta sama łódź żaglista...

Oderwawszy usta od gorących pocałunków, Ro­man i Ola patrzyli w zachwycie.

Do dusz ich, na piękno czułych, wślizgiwał się czar tej szwajcarskiej, boskiej nocy, studził krew rozigraną swym bezmiernym, majestatycznym spokojem, poniżał, równał z zerem ich troski ziemskie ogromem i potęgą przyrody - podnosił, wzmacniał du­cha, dodawał mu skrzydeł, lecących w zaświaty...