Ola śmiała się serdecznie, Roman nie prze­stawał całować zamaszyście.

- Dosyć już, dosyć! - szepnęła młoda kobie­ta, z trudnością hamując wesołość, - proszę mi wyno­sić się teraz - szepnęła w ślad za tem, z pieszczotą w głosie. - Idź na balkon! - dodała, i przechyliw­szy wysoko giętką swą szyję na poręcz krzesła, po­dała Romanowi do pocałunku rozchylone swe wargi zalotnie patrząc nań z pod długich rzęs...

Cudną i wdzięczną swych linji harmonią, biust kobiecy przemknął ponętnie w tym ruchu falistym przed rozkochanym wzrokiem mężczyzny.

Dotknął ustami ust i z wezbraną miłością w ser­cu wyszedł na balkon.

Tu zapalił cygaru i znowu wchłonął w sie­bie pełnym, szerokim oddechem, orzeźwiającą atmo­sferę cichej szwajcarskiej nocy. Spojrzał w dół. U stóp jego szkliło się w dali tam i ówdzie srebrem rozbłękitnione jezioro. Do powierzchni jego pieszczot­liwie tuliły się jeszcze gdzieniegdzie ostatnie mgieł­ki, błąkające się zazwyczaj dzień cały, od rana, po Lemanie, i wespół z białemi mewami muskające sta­le grzbiety jego fal.

Księżyc już był bardzo wysoko. Snopami świa­tła dotykał teraz grzbietów gór, mienił się fo­sforycznie na wierzchołkach dalekich śnieżnych szczytów.

A tam, w dole, zadumane, ciche usypiało mia­sto... Jedne po drugich, jak iskry dopalającego się płomienia, ogniki - gasły w domostwach Vevey świa­tełka, kolejno - stopniowo nikły...

Dzierżymirski, z zadowoleniem, wciągał wciąż w piersi zdrowy powiew, płynący z dali, wypuszczając zarazem z ust małe obłoczki niebieskawego dymu.

Obecnie - chwilowo, był on zupełnie szczęśli­wym! Tu, w zacisznym gór zakątku, czuł on po­dwójnie, jako swoją wyłączną własność ubóstwianą kobietę, kochał ją zdwojonym sił żywotnych zapasem, a czując równocześnie wzajemność jej ku sobie nie­kłamaną, nurzał się w uczuciu tem, z rozkoszą pły­waka, rzeźko wśród rozsłonecznionych wód wesołych płynącego w dal radosnego jutra! Wizye przykre zniknęły zupełnie, robak wewnętrzny, toczący ducha Romana, przestał go dręczyć na chwilę... Dawką mi­łości ukołysane sumienie - spało.

- Romciu!.. Romeczku!.. - usłyszał naraz Dzier­żymirski pieszczot obietnic pełny, wołający go głos kobiety.