- O, bynajmniej - odparł... - Tam, w kraju, stosunki zerwałem wszystkie prawie... tu zaś zawiązałem niektóre, potrzebne mi. Mam poza tem stałe zajęcie, przynoszące mi dochód pewny...
- Tak, tak, zapewne, rozumiem - przerwał szybko Dzierżymirski - wchodzę w położenie i przepraszam bardzo za me pytania... - dokończył grzecznie, a widząc równocześnie na twarzy gospodarza zakłopotanie widoczne...
- Nie ma za co jechać nieborak - to jasne, i żyć by z czego nie miał -wśród swoich - pomyślał i w tejże chwili zapytał:
- Lecz gdyby tak trafiła się na przykład szanownemu panu okazya dobra do objęcia w kraju zyskownej posady? Przypuszczam, że w takim razie przeszkody do wyjazdu nie byłoby żadnej?..
- No, zapewne... Lecz o tem i myśleć niepodobna, nie posiadam bowiem już żadnych w kraju stosunków - powtórzył Orlęcki, ze smutkiem.
- A pan Hugo, krewny pański?.. - zagadnął Roman.
- Och... ten... - przeciągle odparł gospodarz, z niechęcią wyraźną, i z wybuchem szczerości nagłej, rzekł z goryczą:
- Stryj Hugo od czasu, jakem emigrował i wieść mi się w życiu przestało, znać mnie już nie chce, ani wiedzieć nic o mnie... Dziwię się nawet niewymownie, iż raczył napisać pod moim adresem, w interesie prezesa, słów kilka...
Na twarzy Orlęckiego, przy tych słowach, osiadł cień, po chwili dorzucił:
- Zwykła kolej ludzka... nic dziwnego. Świat pamięta o tych tylko, którym się powodzi.