Dzierżymirski trzymał, ściskał właśnie w dłoniach drobną jej rączkę, a choć nie powiedziało mu dziewczę nic zgoła, z uścisku jednak przyjaznego, ciepłego, ze spojrzenia jasnych, niebieskich oczu, w których czytały się w owej chwili wdzięczność bez granic, radość i nadzieja - poczuł Roman, iż okrucieństwem niemiłosiernem byłoby teraz z jego strony cofnięcie obietnicy.

I jednocześnie reakcya nagła wstąpiła weń. Jakiś przypływ jakby dobroci zalał mu duszę, serce; zarazem zaś pomyślał:

- Nazwano mnie "najszlachetniejszym", ha-ha­-ha!.. Ironii może w tem wiele, ale... jednak... dlaczegóżbym i ja czasami nie miał być szlachetnym? A poza tem, cóż de facto winien ten oto Orlęcki, że nie jest tym właśnie, którego tak szukam bezowocnie?.. Jestem wpływowym, silnym, dlaczegóż więc nie dopomógł­bym człowiekowi, pokrzywdzonemu bądź co bądź przez nieznanego pieniędzy jego znalazcę, tak, jak pokrzywdzonym jest może przeze mnie również i ten osobnik nieznany - "mój!.."

I starczyło w ślad za tem jednej chwili, by w gło­wie Dzierżymirskiego powstał plan gotowy.

- Cieszy mnie niewymownie, że los pozwala mi stać się - tu zwrócił się, z uśmiechem, ku pani Orlęckiej - Aniołem Stróżem tego domu... Dziś za­raz zatelegrafuję do panów z komitetu nowego ban­ku o kandydaturze pana - wskazał nieznacznie Or­lęckiego ruchem głowy.

W milczeniu, wzruszony szlachcic uścisnął dłoń Dzierżymirskiego. Ten ostatni zaś zastanowił się chwilę...

Kiedy czynić coś, to czynić zupełnie i wszech­stronnie, - pomyślał, a sięgnąwszy do kieszeni, dyskretnie począł długo szukać czegoś w portfelu... Zna­lazłszy wreszcie tam przekaz na okaziciela w "Cre­dit Lyonnais", wskazujący sumę dwóch tysięcy fran­ków, rzekł swobodnie:

- Choć to niegrzecznie bardzo z mej strony tak zaraz niemal po poznaniu opuszczać panie, - skło­nił się uprzejmie w stronę dwóch kobiet - jednak panie wybaczą, uczynić to będę zmuszony, i...

- Ależ, cóż znowu... - obruszyła się Orlęcka. - ­Obiad , podadzą w tej chwili, prosimy bardzo... Mito! - zwróciła się do córki - każ dawać!..

- Dziękuję serdecznie! - skłonił się z uśmie­chem Dzierżymirski w stronę młodego dziewczęcia. ­- Wychodzę natychmiast, a to z powodu naglących spraw, które nieodzownie dziś jeszcze załatwić muszę...