- Honny suit, qui mal y pense. Lecz pozwolę; sobie tymczasem nie wierzyć pani...

Rozmowa ta cała prowadzoną była półgłosem, tak, iż siedząca w przeciwnym rogu balkonu marszałkowa nie słyszała jej wcale. Odezwała się więc, przerywając:

- Widzę, że na próżno pan Topolski cię prosi. Zagraj, Oluniu, zagraj, dziecko, w taki cichy wieczór ślicznie się wyda głos fortepianu.

- No, jak cioteczka każe, to i owszem! - rzekła z uśmiechem Ola. - Ale czynię to tylko dla niej; avis au lecteur...

Zwróciła się do Topolskiego, spojrzawszy mu prosto w oczy, poczem przestąpiła próg pokoju. Młody człowiek skłonił się, i powstawszy, podążył do salonu w ślad za nią.

- Któż zbadał rzeczywistą pobudkę czynów kobiety? - szepnął dyskretnie, pochyliwszy się ku idącej.

- Przepraszam! - zaśmiała się wesoło Ola - proszę wracać na balkon dotrzymać towarzystwa cioci Melanii, a zresztą - tu, siadając do fortepianu, uczyniła ręką ruch w stronę werandy - oto pan Emil...

- A... więc pani jednak gra... dla niego - rzekł z wolna Topolski i posłuszny zawrócił.

Ola nie odpowiedziała... Gamma tonów z pod jej palców zabrzmiała donośnie... Fantastyczna pieśń norweska odbiła się o echa parku i głębie śniące ­do stawu - namiętna, burzliwa, popłynęła w dal cichą pól i stepu...

- Że też pani Ola nie ma litości nad ptasz­kami, co śpią sobie w parku tak cicho. Gdy usły­szą bowiem parę podobnych fortepianowych trelików, ogłuchną do rana zupełnie. - odezwał się w tejże chwili ironiczny głos Ładyżyńskiego.