Nerwy Romana zadrgały; podrażniły go te dzi­wne głosy Adryatyku, odsunął krzesło na drugi ko­niec stolika, podparł rękami głowę, a zatkawszy uszy przed pomrukiem wód, wzburzony jeszcze, bla­dy, zadumał się głęboko.

Przeszłość, wywołana chwilą samotności, i dzi­wnymi morza pogwary, świeża i żywa, niby wczorajsza, stanęła mu przed oczyma, jak widmo.

Na ubogiem poddaszu, ujrzał zatem siebie bu­dzącym się po śnie strasznym!

Dwa już lata od tej chwili mijały. A co on od owego czasu przecierpiał, przeżył, przewalczył! - nie zliczyć!..

Długo nie tknął wówczas cudzych pieniędzy; tajemniczy portfel leżał pod kluczem, pozornie zapomniany.

A on ciągle walczył ze sobą!..

Nie zanosił jednak zguby do biura policyjne­go, sam osobiście właściciela nie szukał. Czekał...

Pod tym względem niepokojąca, tłocząca swą zagadką, głucha panowała cisza.

W żadnem piśmie nie było wzmianki o zgubionym pugilaresie - nikt o tem władzom nie do­niósł...

A on wciąż szalał.