„Ale niech się Maciej przeciśnie przez szpaler do Sukiennic64 i stanie w bramie, żebym go widział, jak tam pójdę — powiedział mi na odchodnym Kraszewski — a zabiorę Macieja ze sobą na trybunę, aby wszyscy widzieli, że gość w sukmanie jest dla mnie najmilszym gościem”.

Więc przecisnąłem się przez szpaler i stanąłem w bramie sukiennickiej. Gdy wtem przyszła mi myśl do głowy, że mogę narazić na nieprzyjemność p. Kraszewskiego, gdyż publiczność może niechętnym okiem widzieć niezasłużonego na trybunie obok znakomitego pisarza. Rozumiałem, że chciał mię wziąć na trybunę z uniesienia, widząc, że mi komitet biletu odmówił, ale później mógł tego uniesienia żałować. Więc, nie czekając dłużej, wmieszałem się pomiędzy zgromadzony tłum, żeby tak wielkiego zaszczytu uniknąć. Nie będąc na uroczystości, nie mogłem też wygłosić wiersza, który na nią ułożyłem. Wiersz ów przytaczam tu w całości:

Szanowni Panowie!

Pozwólcie mi uczcić, choć w prostaczej mowie,

Jubilata tego, który przez pół wieku

Pracuje dla ludu od rana do zmroku.

Jednak nie przynoszę z sobą srebra, złota,

Lecz przybyłem uczcić sercem jubilata

I w imieniu włościan jubilata proszę:

Przyjmijcie życzenia, które Wam przynoszę,