I są napiętym nerwom ochłodą i cisza,

A dla mniszych umysłów skalaniem i grzechem,

Tęskność i melancholia koniecznym są echem?

Jak to tłumaczyć, powiedz? Czy może w tym leży

Upragnienie rozkoszy nowej, innej, świeżej?

Czy może jest w tym smutek błędnego motyla,

Co płacząc startych skrzydeł, nad lilie się schyla?

Może to brzóz żal niemy, co z rozwianej wici

Sączy się niewidzialny, a kogo pochwyci,

Temu najrańszy ranek, najzłocistsze słońce