Co na słońcu swe ciało różane wygina

I w paluszkach zagniata perły z fali miękkiej

I jak piasek wciąż sypie je z ręki do ręki —

Zawsze, zawsze i wszędzie marmur, ton, rym, płótno,

Zostawiały mnie z twarzą jednakowo smutną...

I nie mógł to być refleks tych drgnień i tych skurczy,

Przez które wykonawców przechodził duch twórczy,

Bo to samo przymglenie czucia, woli, myśli,

Miałam, gdyśmy na szczytach nad chmurą zawiśli,

Poglądali w dal siną, rozmiarem tak mroczną,