Nie znajdował człowiek ów...

Samotny i wszystkim obcy,

Cicho umarł on w więzieniu,

I za trumną jego nikt,

Nikt nie poszedł na mogiłę...

Nie wie nikt, gdzie pochowany

Prawdy druh prześladowanej,

Tylko serce moje zna

Tajemnicę tą... i — milczy...

W okrągłym otworze starych, krzepko spojonych żelazem drzwi, poruszało się coś ciemnego, miękkiego, żywego, rodząc ciche, smutkiem drgające słowa. Misza z szeroko otwartymi oczami stał, nachyliwszy głowę do okienka, słuchał i zdawało mu się, że to właśnie drzewo tych drzwi, które pochłonęło mnóstwo tęsknoty i samotnych dumań, przesycone ciężkimi westchnieniami ludzi, zamieniło ludzkie cierpienie w smutną legendę i teraz tajemniczo ją opowiada. I legendzie tej ledwie dosłyszalnie, wzdychając w mroku za oknem, wtóruje nieskończona pieśń — jęk.