Za to z ordynariuszkami100 i z matką kłóciła się nieraz zażarcie o tę miłość. Baby wciągały ją do czworaków101 i nauczały, że ma tak nie latać za chłopakiem.
— Jak bydziesz zanadto po jego woli, to ani sie obejrzysz, jak ci powi: — pódziesz102 — jakby psu.
Odpowiadała, że przenigdy nie powie. Na to dały jej niemało wiarygodnych przykładów, jak oni prędko mieli dosyć takiej, co im nazbyt gorliwie służyła, i jak chłopa trzymać należy za łeb z daleka a z daleka.
Ze łzami szeptała na to:
— Choćby mi kazał precz iść, to z jego nielubienia jeszcze wiency103 pociechy lo104 mnie, jak z drugiego nie wiem jakiej miłości.
— Masz głupiom — wyrokowały wtedy.
We dworze przerażono się jeszcze bardziej tymi konszachtami po chałupach. Między dworakami są rozmaici ludzie. Jeszcze zacznie co ze dworu wynosić. Już i tak ginęły jakieś rzeczy.
Zaczęło rosnąć przekonanie, że Marynka jest nie tylko tłuk, ale i poruchliwa.
— Wszystko można zrozumieć — mówiło się coraz częściej — ale nie wytrzymamy z nią długo.
Namyślano się, by ją odprawić. Niech sobie idzie w pole robić, w końcu i dla dzieci nie jest dobrze na to wszystko się patrzeć — a choćby słyszeć.