— Dobrze, dobrze — przerwał pan niezadowolony.
Nazajutrz, zanim się ściemniło, popowracali wszyscy, którzy chodzili do Brudzewa, oprócz Marynki i bandosa.
Po kolacji zaczęto na nich wyglądać z gniewną zawiścią.
Przy kładzeniu się spać we dworze stwierdzono:
— A Marynka jeszcze nie przyszła.
W nocy niektórzy ludzie słyszeli, że psy mocno szczekają koło kapliczki przy szosie.
— Przyszli — mruczeli ci, których to obudziło, i zasypiali z ulgą.
Rano pokazało się, że nie przyszli — i coś cierpkiego zawadzało każdemu w sercu. Ludzie mieli złość do tych dwojga za ich lekkomyślność i szczęście.
Dopiero koło podwieczorku Marynka i bandos ukazali się z daleka na szosie.
Żniwa były jeszcze wszędzie na gwałt. Kosili na trzech polach, na dwóch — żniwiarkami, na trzecim — ludźmi.