Na księżyc chciałeś? Leż-że tu, nieboże,

Bo ci już żadne światło nie pomoże!»

I w promieniu słońca tańczą:

Zielony maik z szarańczą,

Ślepoń, co ma żonę głuchą,

Z nakrapianą ogniomuchą,

I z smukłemi osami, pobrawszy się, trzmiele.

A każdy ma osobną i własną kapelę,

Słowem — wesele.

Leżał świerszcz do wieczora, poturbowan srodze,