Ból w krzyżach cierpiąc i w nodze;

Ledwie drugiego ranka dowlókł się do nory,

Kaleka, chory,

Nie klął przecież: połatał jak mógł swoją burkę,

Zbroję, misiurkę.

I kiedy księżyc znów błysnął w lazurze,

A bąk odęty huczał nad folwarkiem,

Nasz Donkiszot nieszczęsny z wypleczonym karkiem,

Wziąwszy skrzypeczki, wdrapał się na różę.

I tak przedziwnie brzmiącym zamierzył się tonem,