Grajek skrzydlaty.

Pod srebrny cień okwitłej w puch biały czereśni!

Ile mi opowiadał w swojej długiej pieśni!

Jak znam tych współsłuchaczy, co wstrzymane w pędzie,

Liljowym mrokiem,

Siadały na gałązce lepkiej w długim rzędzie.

Tę bursztynową żabkę ze złocistem okiem,

Wychodzącą z bodjaków w milczeniu ciekawem,

Te modre szklarki nad stawem.

Tę przezroczystość nocy drżącą i miłosną,