Co w łzach prawnuków — przodków odzwierciedla życie,

Pieśnią, którą nam śpiewa wędrowna ptaszyna,

I chlebem rozłamanym — i pucharem wina.

W ziemi naszej, jak w bujnym, rozrytym ugorze

Posiałeś złote ziarna, przyszłe żniwo Boże...

I nie było zagonu, ani ziemi grudki,

Gdzie byś ty nie zostawił modrej niezabudki.

Dotknąłeś ręką czarnej, nierozbitej bryły,

Kędy blady kłos żyta wzrost bierze i siły —

I wnet, jako mak polny, w błękity podany,