Jak spłowiały gobelin, z przeszłości gdzieś mruga.

A Radziwiłł — i złote Zygmuntowskie czasy,

Chrzęszczą jak stare kordy7, kontusze8 i pasy.

Ty, kiedy dotkniesz ręką krwawej jakiej rany,

Zapuszczasz w samą głębię swój pion ołowiany

I szukasz jadu, który aż na dnie gdzieś siedzi —

I trzęsiesz sumieniami, jak ksiądz na spowiedzi.

Ty stawiasz nam przed oczy rozbite zwierciadło,

W którym widzimy butę9 rodową upadłą

I długi szereg cieniów, co pokutne klęczą,