Miałeś skowronki nadzieją dzwoniące,

Przecież, gdyś zwinął już skrzydeł swych końce

Odchodzim smutni.

Odchodzim smutni i patrzym po niebie,

Gdzie lecisz w zmierzchy zachodu, jak ptacy,

Jakbyśmy wiosny nie wzięli od ciebie,

I głodni byli po zbóż twoich chlebie,

Po naszej pracy.

I tak się skarżym i tak nam sieroco,

I takie smętne podnoszą się głosy,