I kość obwieją na stepie spróchniałą
Echem, co niegdyś na szpiku jej grało.
Jako na skałach siedzący orłowie,
Wypatrzył lot mój pierzchliwy i niski,
I tchu mi dostał, i mocy w swem słowie,
I sam się mienić począł w różne błyski,
By mnie nauczył, jak z piersi snuć zorze,
I wielkie światła jutrzenne a boże.
I pióra zjeżył siwe, i pod pióry
Piersi pokazał zczerniałe i krwawe,