Niezdolna wydać nic więcej, prócz zgrzytu,

Na której wichry od rana do rana

Targały ciszę błękitu.

Długo my byli jak trup porzucony,

Co się nocami przebudza cichemi

I idzie, bladym upiorem wskrzeszony,

By ssać krew własnej swej zemi.

Aż tknięci słowem nieśmiertelnem mistrza,

Hymn my ofiary podnieśli z mogiły...

Odtąd harmonia wciąż czystsza i czystsza