Wraca oto uciszony oną wielką ciszą,

Których duchy praojcowe synów swych kołyszą.

Już otarty z jego czoła bożych rabów znój,

Dobiegł mety biegu swego, przebojował bój,

Przebojował dnie młodości i swe zeszłe lata,

Została mu domowina, ta dębowa chata...

W cudzej stronie ją ciosano, z cudzych, zimnych drew,

Na sen w niej go nie utulił miły, bratni śpiew...

Na pierś brakło grudki ziemi z rodzinnej krainy,

Nie żegnał go brzeg wiślany, nie żegnał step siny.