Zamknie się nad nim grób, a krzyk ów dziki,

W którym z przekleństwem swój żywot wyzionie,

Pochłoną czarne bezdennych wód tonie.

Tam, gdzie w lodową wszczepione katuszę,

Chłostane biczem śniegowej zamieci,

Łamią się ciała i kruszą się dusze,

Gdzie konających dni blask trupi świeci,

Gdzie dech w szron idzie, a gradem łza pada,

Nie miałaś siły iść, stanęłaś blada.

I tam cię także nie widziano, pani,