Dopieroż się zadziwił!
Myślał, że w takiej mysiej norze, to będzie i ciasno, i brudno, a tam wszystko od złota aż lśni. Tu muzyka przygrywa, tu panna młoda w pierwszą parę idzie, tu stół zastawiony choć na sto osób, tylko się pieczenie smakowite z tego jagniątka kurzą.
Najadł się owczarek do syta, wytańcował, ile chciał, jeszcze mu i na drogę muzyka grała. To jak wyszedł na ziemię, tak tylko precz869 śpiewał a śpiewał, a to wesele wspominał, póki tylko żył.
— Laboga!... — wrzasną znów pastuszki, wytrzeszczywszy na Koszałka-Opałka oczy. A ów głową kiwa i rzecze:
— Tak! Tak! Krasnoludki, choć małe, mocne są i dużo rzeczy wiedzą.
III
Właśnie kiedy się to działo, wyszedł był sobie Półpanek na małą, jesienną przechadzkę.
Zdrowie jego znów było w kwitnącym stanie. Na wydętym gardle zaledwie pozostała blizna po owym szwie, którym mu babuleńka pękniętą skórę zeszyła, ale biały krawat zakrywał wszystko prawie.
Miał dnia tego Półpanek na sobie tabaczkowy870 rajtrok871, perłowe szarawary872, piękną kamizelkę, na której się kołysał ciężki brelok od zegarka, z sygnetem873, laskę pod pachą, stojący kołnierzyk i mankiety śnieżnej białości, lekkie ciżemki874 na nogach, na rękach zaś zielone rękawiczki.
Szedł nadęty i rad sam z siebie, a głowę do góry zadzierał, bo choć głos stracił, w dwoje tyle875 przybyło mu pychy.