— Brrr! Zima! — mruknął Podziomek i spojrzał na prawo.
Na prawo rozciągała się ku rzece wesoła dolina, po której z brzękiem leciały z gór potoki, a kępki traw świeżych gwałtem wyrywały się spod ziemi do światła. Nad doliną ugasała zorza.
Klasnął się dłonią w czoło Podziomek i zawoła:
— Toć to przecie wiosna!
A wtem od boru powiał wiatr lodowy.
Zafrasował się Podziomek i rzecze:
— Bądźże tu mądry, czy zima, czy wiosna! W lewo tak, w prawo siak! I sam król Salomon240 nie dojdzie do ładu.
Załopotało nad nim coś w powietrzu.
„Oho! — myśli Podziomek — teraz się prawdy dowiem! Albo to kruk jest, albo gołąb! Jeśli kruk, to zima, a jeśli gołąb, wiosna”.
Ledwie to pomyślał, patrzy, a tu spada wprost przed nim — nietoperz.